Wpisz informacje, które znasz

zamknij

Kulturalne wywiady - odsłona III

O aktorstwie,

tremie i nie tylko...

 

                               Wywiad z Przemysławem Bluszczem

 

 

Na początek chciałabym spytać o początek Pana kariery. Dlaczego zdecydował się Pan na aktorstwo?

 

Splot życiowych zdarzeń, trochę przypadku, szczypta ekshibicjonizmu i ucieczka przed zasadniczą służbą wojskową, która w moich czasach trwała dwa albo trzy lata i nie była szczytem moich marzeń. A tak naprawdę to chyba wszystko przez książki… Byłem uzależniony od czytania, przebywanie w wykreowanych przez pisarzy światach zajmowało całe moje dzieciństwo i młodość. Wydało mi się czymś naturalnym, że ten rodzaj eskapizmu najprościej spełniać będę na teatralnej scenie.

 

Co decyduje o tym, że postanawia Pan przyjąć rolę w konkretnym spektaklu?

 

Na początku najważniejszy jest tekst i postać, którą mam kreować. Po dwudziestu latach w zawodzie, staram się wybierać role, przez które mam szansę powiedzieć też od siebie coś istotnego o rzeczywistości. Głęboko wierzę, że sztuka może zmieniać świat na lepszy i mądrzejszy. Poza tym niezwykle ważne jest artystyczne towarzystwo w tej wyjątkowej podróży jaką jest tworzenie mikroświata teatralnego spektaklu. Pracujemy na swoich emocjach i wrażliwości. W takiej przygodzie trwającej średnio około dwóch miesięcy, musimy polegać na sobie i szanować się wzajemnie. Fajnie jest też zwyczajnie po ludzku się lubić. Pracę nad spektaklem porównałbym do wyprawy wysokogórskiej, dla której sukcesu istotne są wszystkie, najdrobniejsze elementy. A stanięcie na szczycie wymaga perfekcyjnej współpracy wszystkich uczestników.

 

Jak przygotowuje się Pan do roli? Czy ma Pan jakieś swoje specjalne rytuały i sposoby ułatwiające zapamiętywanie swoich kwestii?

 

Przy pracy z dużą ilością tekstu nie znam innego sposobu jak „tłuczenie” go z partnerem niezliczoną ilość razy, i stworzenie czegoś na kształt fundamentu budowli, na której w późniejszym etapie razem z innymi twórcami, tworzyć można swoje, przynależne do kreowanej postaci konstrukcje. Bywa że uda się zbudować zapierającą dech katedrę, bywa że parterowy domek, ze zwichrowanym kominem i rozpadającymi się ścianami… Najłatwiej przychodzi mi zapamiętywanie tekstu w sytuacjach scenicznych, gdzie pamięci słów towarzyszy- pamięć ciała i emocji.

 

Która rola stanowiła dla Pana dotychczas największe wyzwanie?

 

Było kilka ról, z którym musiałem się zmagać. Z jednymi musiałem się siłować, do innych zwyczajnie dojrzeć. Dlatego też uwielbiam moją profesję, a najbardziej spektakle, do których mogę wrócić po latach, i „przejrzeć” się w nich jak w lustrze, nie tylko jako napisana postać, ale też realny człowiek. Takie powroty do trudnych postaci cenię najbardziej.

 

Czy często miewa Pan tremę przed spektaklem?

 

Zawsze.., ale to uczucie niezwykle ekscytujące, tak jak pierwsza randka. Masz świadomość, że za chwilę spotkasz się z kimś, o kim niewiele wiesz i kogo przekonać musisz na scenie do racji i emocji swojej postaci. To trudne, ale też niezwykle pobudzające i wzbogacające doświadczenie. Dla mnie istotą Teatru jest ten niezwykły dialog bez słów prowadzony pomiędzy sceną a widownią.

 

Ma Pan jakieś specjalne sposoby na złagodzenie przed spektaklowego stresu, czy też trema działa na Pana dopingująco?

Koncentracja, uważność, szacunek dla uczestników tego wyjątkowego spotkania, jakim jest każdy teatralny wieczór. Staram się być w teatrze co najmniej godzinę przed spektaklem, powtórzyć tekst i pobyć z „postacią”. Pozwolić jej do siebie wejść. Myślę, że każdy aktor inaczej radzi sobie z tremą. Najważniejsze w każdym zawodzie to nie ulegać łatwym receptom, bo łatwe rozwiązania najczęściej sprzyjają wrogowi kreatywności- rutynie…

 

Grał Pan spektakle w różnych teatrach, współpracował z wieloma reżyserami oraz aktorami. Z kim najmilej wspomina Pan współpracę?

 

Z biegiem czasu doceniam większość twórczych spotkań. Nawet te, które wcześniej wydawały mi się nieistotne, po latach w niezwykły sposób procentują. Na pewno bardzo istotny był dla mnie cały okres legnicki. Teatr im. Heleny Modrzejewskiej myślę, że już na zawsze zajmował będzie w moim zawodowym życiu wyjątkową przestrzeń. Ciekawość, pasja, pozytywistyczna wręcz praca nad tym, żeby Teatrem zmienić miasto… Spotkania z Lechem Raczakiem, Pawłem Kamzą, Jackiem Głombem, Przemkiem Wojcieszkiem. Spektakle realizowane przez moją żonę Annę… Spotkanie z Jankiem Klatą przy zupełnie wyjątkowym projekcie „Transfer” we wrocławskim Teatrze Współczesnym. Już w Ateneum, Artur Urbański i „Miasto” Griszkowca… Marek Fiedor z Różewiczem, a ostatnio z „Zamkiem” według Kafki, niezwykle inspirujące spotkanie z Wojtkiem Kościelniakiem przy „Karierze Nikodema Dyzmy” w warszawskiej Syrenie… Miałem też niewątpliwy zaszczyt stanąć na scenie z wieloma legendami polskiego teatru… Rzeczywistość jest dla mnie niezwykle łaskawa, spełniają się nastoletnie marzenia.

 

Jaka sztuka, którą miał Pan okazję oglądać w ostatnim czasie, zrobiła na Panu wrażenie?

 

Jest coś w powiedzeniu:„Szewc bez butów chodzi”… Rzadko kiedy udaje się nam aktorom, bywać na spektaklach kolegów czy śledzić gorące i nowe tytuły. Praca, którą wykonujemy „kradnie” nam większość wieczorów… Bardzo brakuje w Warszawie nieocenionego Teatru Małego, który na swoją scenę przy Marszałkowskiej, zapraszał najciekawsze spektakle z Polski. Brakuje takiego miejsca wymiany teatralnej energii, której ogniska płoną najjaśniejszym światłem, także poza „centralą”… Nie widziałem ostatnio spektaklu, który wbiłby mnie w fotel, czy zmienił zasadniczo myślenie o świecie, czy o mnie samym. Ale cierpliwie czekam.

 

Których współczesnych reżyserów teatralnych ceni Pan najwyżej?

 

Nie mam ulubionych reżyserów. Cenię reżyserską uczciwość i rzetelny warsztat. Każdemu z nas przydarzają się słabsze prace… role czy spektakle. Dla mnie najistotniejszą rzeczą jest, żeby twórcy nie zajmowali się tylko własnym ego, i zabierali (także artystyczny) głos wtedy, kiedy rzeczywiście mają Coś do powiedzenia.

 

Krąży opinia o degradacji współczesnego teatru polskiego spowodowanej m.in. zmniejszaniem nakładów finansowych przeznaczanych przez Państwo na kulturę i sztukę, a więc i teatr. Czy zgadza się Pan z opinią, że teatr polski przechodzi głęboki kryzys? Czy może nie jest jeszcze aż tak źle?

 

Od 25 lat słychać o kryzysie polskiego teatru, powstają jednak wspaniałe nowe spektakle, wielkie role, w ostatnich latach widzę coraz więcej, także młodych ludzi na teatralnych widowniach. Wszyscy jednak musimy zdać sobie sprawę, że bez priorytetowego traktowania Kultury i zwiększenia wydatków na nią – takie pojęcia jak Świadomość, Naród czy Państwo, zostaną sprowadzone do tabelek w Excelu i szeregu cyfr… Wiedzą o tym Francuzi, Niemcy i wiele innych nie tylko europejskich państw. Inwestycja w edukację kulturalną, uczestnictwo w sztuce wysokiej przekłada się bezpośrednio na sukcesy gospodarcze i naukowe. Potęga ludzkiego umysłu i wyobraźni jest kołem napędowym rozwoju społecznego. Bez silnej Kultury staniemy się tylko rynkiem zbytu dla innych. Kultura to niezależność, kultura to wolność, kultura…głupcze. (uśmiech)

 

Czy jest jakaś sztuka, w której wyjątkowo chciałby Pan odegrać swoją rolę?

 

Tak naprawdę – każda kolejna. Każde kolejne spotkanie z innym człowiekiem w pracy, to ocean niezwykłych możliwości. (uśmiech)

 

Na koniec chciałabym bardzo podziękować za rozmowę i serdecznie pogratulować roli w „Diabelskim młynie” - fantastyczna sztuka i rewelacyjna obsada!

 

Dziękuję i razem z Romą Gąsiorowską, zapraszamy na kolejne przejażdżki. (uśmiech)

 

 

Przemysław Bluszcz – polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny.

 

Wywiad przeprowadziła:

Karolina Kunda-Kuwieckij

Kontakt

mail: prus@prus24.pl

telefon: (22) 826-18-35

Copyright © 2001-2018 Główna Księgarnia Naukowa im. B. Prusa. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Home   /   Informacje   /   Kontakt
Projekt i realizacja:
MDA.pl