Football, bloody hell! O związkach literatury i piłki nożnej

dziennik

Gra prosta jak rzadko która – 22 zawodników, dwie bramki i jedna piłka. Gra budząca skrajne emocje jak rzadko która – od fanatycznego uwielbienia po krytykę totalną. Gra kojarzona z rozrywką dla mas. Gra, którą pokochali najwięksi pisarze naszych czasów.

„Wszystko, co wiem o moralności i obowiązkach człowieka, zawdzięczam piłce nożnej”, pisał w 1957 roku Albert Camus w opublikowanym na łamach tygodnika „France Football” tekście „Co zawdzięczam futbolowi”. Autor Dżumy i Pierwszego człowieka był nie tylko kibicem. Sam przez wiele lat grał jako bramkarz, podobno nawet całkiem niezły, jak twierdzi Olivier Todd, biograf pisarza. Zaczynał w 1928 roku w zespole Montpensier. Po nim przyszedł czas na Uniwersytet Algierski i drużynę R.U.A. „Chętnie do nich dołączyłem, gra w piłkę była dla mnie najważniejsza”, wyznawał, dodając po chwili: „(…) nie zdawałem sobie jeszcze wówczas sprawy, że właśnie zadzierzgnąłem więź, która przetrwa lata, więź łączącą każdy stadion w departamencie, więź, która tak naprawdę nigdy nie zostanie zerwana. Nie wiedziałem też wtedy, że dwadzieścia lat później, jedno słowo o R.U.A. wypowiedziane przez znajomego na jakiejś uliczce w Paryżu czy Buenos Aires (tak, przydarzyło mi się to) sprawi, że moje serce będzie biło jak oszalałe”.

Nabokov, czyli bramkarz
bramkarzLaureat literackiego Nobla z roku 1957 nie był jednym arcypisarzem, który zakochał się w tej prostej grze. Vladimir Nabokov, autor Lolity i Czarodzieja, na kartach swojej autobiografii, Pamięci przemów, pisał: „Miałem bzika na punkcie stania na bramce. W Rosji i w krajach łacińskich tę rycerską sztukę zawsze otaczał nimb szczególnej chwały. Za powściągliwym, samotnym, niewzruszonym mistrzem bramki biegną ulicami zauroczeni chłopcy. Jako obiekt rozemocjonowanej adoracji może on rywalizować z matadorem i asem pilotażu. Jego sweter, czapka z daszkiem, nakolanniki, rękawice sterczące z bocznej kieszeni szortów odróżniają go od reszty drużyny. Jest samotnym orłem, człowiekiem zagadką, ostatnią deską ratunku”.

Nie jest przypadkiem, że obaj, Camus i Nabokov, tak upodobali sobie stanie na bramce. Jonathan Wilson, jeden z najważniejszych dziennikarzy sportowych na świecie, pisząc Bramkarza, czyli outsidera, zauważył, że golkiperami zostają właśnie ludzie znacząco odbiegający od średniej. Indywidualiści, jednostki wybitne. I Wilson udowadnia to – strona po stronie. Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że książka zainteresować może tylko kibica. Nic bardziej mylnego. We wstępie autor podkreśla, że choć pisze o aspekcie czysto sportowym, to opowiada również o tym „jak bramkarzy przedstawia się w kulturze, począwszy od nieszczęsnych postaci z brytyjskich filmów Kes i Gregory’s Girl, aż po herosów z sowieckiego musicalu Vratar. (…) Jest to historia relacji między indywidualistą a zespołem oraz opowieść o tym, jak sport odzwierciedla kulturę polityczną swoich czasów i jak na nią reaguje”.

Sport i polityka
futbonomiaO tym bowiem, że piłka nożna ma niemało wspólnego z polityką, przekonywało już wielu, wśród nich tak znakomici reporterzy jak Ryszard Kapuściński w Wojnie futbolowej i Ed Vulliamy w Wojna umarła, niech żyje wojna, gdzie relacjonując koszmar konfliktu zbrojnego w byłej Jugosławii stwierdza, że „futbol dokonał tego, do czego nie mogły doprowadzić dwie dekady politycznych manewrów – obalił bariery bólu i nienawiści, by zjednoczyć ludzi wokół wspólnego przedsięwzięcia”.

W bardzo podobnym tonie o piłce nożnej wypowiada się w Dzienniku Jerzy Pilch. Pod datą 11 czerwca 2010 roku czytamy tam m.in., że choć dla niego bez znaczenia są tezy, że my, Polacy, częściowo jesteśmy wolni, częściowo suwerenni, częściowo europejscy, częściowo azjatyccy, całościowo katoliccy, częściowo pogańscy, częściowo…, tak „fakt, że >>częściowo<< interesujemy się piłką nożną, jest znakiem, symbolem, a może przyczyną wszelkiej naszej częściowości i innych nieszczęść”. W końcu prowokacyjnie stwierdza, że „kto nie zna uczucia, jakie ogarnia jestestwo ludzkie, gdy piłka siądzie na podbiciu i po chwili zatrzepocze w siatce obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza, ten może i jest człowiekiem. Ale częściowym. Ani świata, ani drugiego człowieka w pełni nie zrozumie nigdy”.

cruyffTak radykalny w swoich stwierdzaniach nie jest Marek Bieńczyk, równie rozkochany w futbolu co i w literaturze. Zresztą potrafi połączyć oba te elementy. Opisy boiskowych zmagań bohaterów Tworek, uroczo poetyckie, należą do bodaj najlepszych fragmentów całej jego twórczości.

Literatura około-piłkarska, od dekad popularna na Wyspach Brytyjskich, we Włoszech czy we Francji, od paru lat zyskuje coraz większe uznanie także u nas. Efektem coraz poważniejsze prace, takie jak wydane niedawno Futbonomia Simona Kupera i Stefana Szymanskiego, łącząca w sobie elementy historii, socjologii i ekonomii, czy też Autobiografia Johanna Cruyffa, jednego z największych rewolucjonistów w świecie piłki nożnej. Obie te pozycje udowadniają, że futbol to już nie tylko biznes i rozrywka, ale także pełnoprawny motyw literacki i źródło niekończących się dyskusji o świecie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Required fields are marked *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>