Czasem lepiej nie wiedzieć. Ed Vulliamy, „Wojna umarła, niech żyje wojna”

blog

Ostatnie lata to dla reportażu pasmo sukcesów, których ukoronowaniem stał się ostatni literacki Nobel. I kiedy patrzy się na książki takie jak Wojna umarła, niech żyje wojna, nietrudno zrozumieć dlaczego tak się dzieje.

Swietłana Aleksijewicz, autorka m.in. Cynkowych chłopców i Czasów secondhandu w jednym z wywiadów prasowych przyznaje, że pomimo trudnej tematyki jaką porusza w swoich książkach, nie chce straszyć ludzi opisami okropności. To na czym jej zależy, to „siła ludzkiego ducha, męstwo, wzajemny szacunek. Przecież właśnie tego nam dziś nie starcza. Bardzo trudno być człowiekiem”. Niewielu reporterów rozumie to lepiej od brytyjskiego reportera, laureata nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki, Eda Vulliamy’ego.

Vulliamy_okladka

Zakazana prawda

Pierwsze zlecenie obserwowania wydarzeń zachodzących w Jugosławii przyszło do Vulliamy’ego z działu zagranicznego dziennika „The Guardian” w połowie 1991. Na początku jedynie zwracano mu uwagę na to, że dzieje się tam coś dziwnego. Co – nie wiadomo. Z każdym kolejnym miesiącem dziennikarz coraz mocniej czuł, że owo „nie wiadomo” przybiera rozmiary katastrofy nie widzianej w Europie od dekad. Zrozumiał, że musi zobaczyć to na własne oczy.

W krótkim czasie udało mu się uzyskać zgodę władz jugosłowiańskich na odwiedzenie jednego z miejsc, z których dochodziły najbardziej przerażające informacje. Omarska, niewielkie miasto położone w dzisiejszej Bośni i Hercegowinie, żyjące w dużej mierze dzięki funkcjonującej tam kopalni, w pierwszej połowie lat 90. zostało zamienione na obóz koncentracyjny. Jego twórcy zarzekali się, że ludzie są tam dobrze traktowani i że i tak niedługo wszyscy będą mogli odejść. Aby przekonać zachodnich dziennikarzy do swojej wersji przygotowali przedstawienie pokazujące niedużą grupę więźniów w najlepszym stanie. Dali im jeść. Zakazali mówić.

Jednak jeden z nich, widząc Vulliamy’ego, podniósł wzrok znad miski z zupą i rzucił szybko: „Nie chcę mówić żadnych kłamstw, ale nie mogę powiedzieć prawdy”.

Obiad z mordem w tle

Niektórzy nie mogli, inni nie chcieli przyznać, jak było w rzeczywistości. W tej drugiej grupie znalazło się wielu ówczesnych przywódców europejskich i amerykańskich, szukających rozwiązania problemu na drodze negocjacji. Slobodan Milošević, Radovan Karadzić i Ratko Mladić, wszyscy sądzeni później przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii w Hadze, byli dla nich normalnymi partnerami do rozmowy.

„Karadžicia w salonach w Londynie, Paryżu i Atenach witali przywódcy ONZ oraz szare eminencje brytyjskiej dyplomacji – pisze Vulliamy. – Amerykański generał Wesley Clark obdarował generała Mladicia pistoletem i czapką wojskową. Brytyjski bohater Irlandii Północnej, generał sir Michael Rose, traktował Mladicia z serdecznością zarezerwowaną dla ludzi o podobnym statusie”.

Sam Mladić pewnego dnia został zaproszony na obiad przez dowódcę misji pokojowej ONZ. Rozmowom towarzyszyła jagnięcina oraz pieczone prosię. O czym rozmawiali – nie sposób stwierdzić. Można jedynie domyślać się co zaprzątało głowę Mladiciowi. Zapewne wybiegał myślami w przyszłość. Niedaleką, kilka dni, nie więcej. Wędrował w nich do niedużego miasta znajdującego się w „strefie bezpieczeństwa ONZ”. Jego mieszkańcy, chronieni przez holenderskie oddziały, mieli prawo czuć się bezpieczni.

Kiedy na stół wjeżdżały kolejne potrawy, do miasta podeszli Serbowie. Rozpoczęli szturm. Holendrzy nie reagowali. Trzy dni później Srebrenica stała się sceną największej pojedynczej zbrodni od czasów drugiej wojny światowej. Odpowiadał za nią Mladić.

Niczym pies, któremu ucięto ogon

Po latach ci sami, którzy gościli go w swoich gabinetach, robili wszystko, aby go znaleźć. Jednak nie po to, żeby ponownie w jakiś sposób uhonorować. Tym razem chodziło o „sprawiedliwość”, której wymierzaniem zajęła się Haga. I tak np. rząd Stanów Zjednoczonych wyznaczył pięć milionów dolarów nagrody za wskazanie miejsca jego przebywania. Choć i to miało swoje drugie dno.

Tymczasem dramat tych, którzy przeżyli czystki etniczne, trwał, bo – jak stwierdzał Kazimierz Wyka, historyk literatury, autor znakomitego Życia na niby – „skutki psychologiczne zawsze trwają dłużej aniżeli baza, która je obiektywnie spowodowała”. Rozsiani po całym świecie szukali sposobu na zapomnienie. Byli jednak i tacy, którzy chcieli wrócić do swojego dawnego domu. Ci musieli jednak radzić sobie z wyraźną niechęcią Serbów. Zajmujący ich mieszkania, korzystający z ich mebli i naczyń, dawni sąsiedzi, teraz, po kilkunastu latach, w najlepszym wypadku udają, że nic się nie stało. Jeden z ocalonych przyznaje, że „oni nigdy się nie zmienią ani nie zaakceptują tego, co zrobili, już na to za późno”.

Po chwili zaś dodaje: „Czasami my, Bośniacy, jesteśmy jak pies, który wraca do swojego pana nawet po tym jak ten pan uciął mu ogon”.

Dżuma obudzi swe szczury

Sens książki Vulliamy’ego zdaje się krążyć właśnie wokół tego co po wojnie. Przywołując obrazy Holokaustu, opowiadając losy ludzi pamiętających Auschwitz i Terezin, autor stara się zrozumieć, czy po takim koszmarze można jeszcze wybaczyć. Czy jest to nie tylko możliwe, ale i moralne względem tych, którym się nie udało. Omarska, którą zobaczył jako jeden z niewielu dziennikarzy, Haga, gdzie jako jeden z pierwszych zeznawał, czy w końcu Srebrenica – to jedynie tło dla tych głęboko ludzkich uczuć. Dla walki o to, aby wbrew wszystkiemu i wszystkim pozostać człowiekiem.

Napisany znakomitym językiem, poruszający, a momentami wręcz wstrząsający reportaż. Napisany przez człowieka obserwującego wojnę w byłej Jugosławii nie w telewizji, ale spędzającego czas na miejscu. Uciekającego razem z uchodźcami, spędzając czas z żołnierzami, których jeszcze niedawno spotykał w Omarskiej, w jednym okopie. To wszystko składa się na lekturę, przed którą najlepiej uciec. Będzie bez niej lżej, łatwiej, przyjemniej.

Jednak, mimo wszystko, warto przeczytać Wojna umarła, niech żyje wojna. A właściwie to nie, ten reportaż przeczytać należy. Choćby po to, żeby przypomnieć sobie, że camusowska dżuma rozsyłająca swoje szczury, to nie tylko literacka wizja, ale rzeczywistość.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Required fields are marked *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>